III Tajemnica Radosna – Narodzenie

 

Otwierają się ramiona świata, otwiera się betlejemska grota.

Całe stworzenie rozwiera swe ramiona, by przyjąć Oczekiwanego, powitać tego, dla którego istnieje każdy kamyk, każde źdźbło trawy i każda kropla rosy…

Cóż to za przedziwna noc jaśniejąca blaskiem Światła Prawdziwego, które przyszło rozświetlić przepaści ludzkich serc…

Ciepła noc, rozgrzana biciem maleńkiego Serca Boga, który przyszedł pokazać, jak kocha.

Modlitwa, którą Mojżesz zanosił do Boga, została na nowo wysłuchana:

„Panie, proszę, niech pójdzie Pan pośród nas.”

I oto człowiek może ujrzeć twarz Boga, dotknąć, zobaczyć Jego uśmiech, Jego łzy. Może Go nakarmić, ogrzać, może też Go skrzywdzić.

Jak kwiat rozkwitły pośród skał przychodzi na świat Boży Syn, na świat skamieniały od grzechu, stwardniały od śmierci.

Bóg rodzi się między dwoma Sercami – Józefa i Maryi, bijącymi w rytm najpiękniejszej melodii: miłości, zjednoczenia współodczuwania, zaufania.

Jak wielka radość stworzenia! Jak wielkie wesele w Sercu Maryi, która razem z chwilą poczęcia Syna rozpoczęła z Nim misję miłości.

Czy Matka nie wie, że z chwilą przyjścia Jej Syna na świat rozpoczęła się Jego Męka?

Czy domyśla się, że za nieco ponad 30 lat znów znajdzie się przy kamiennej grocie, znów będzie tuliła do serca swego Syna, okrywając go pośmiertnym płótnem?

Noc Bożego Narodzenia to noc błogosławieństw dla złamanych serc, dla ubogich, spragnionych i łaknących, noc czule otulająca wszystkich odrzuconych i pogardzanych, noc, w której widoczny jest każdy marny pyłek, każde ziarenko piasku, każda strapiona dusza.

„Noc jest dla Ciebie jak światło.”

Bóg przyszedł na świat w ludzkim ciele, byśmy widzieli Go w każdym człowieku.

Nawet jeśli Rodzice naszego Pana dziwią się przybyciem takich gości jak pogańscy mędrcy czy wykluczeni pasterze, w najgłębszych zakamarkach woli godzą się z Bożym zamysłem.

Ich przeczyste serca razem wypowiadają „Fiat” wobec wszystkiego, co według Bożego planu spotka ich Syna.

Matko moja, czyż nie należałoby się spodziewać raczej kapłanów, uczonych w Piśmie i innych pobożnych Żydów? A Bóg wybiera na swój dom serca pełne miłości oraz te, które tęsknią i chcą być miłością napełnione.

Później Jezus też chętnie będzie przebywał w gronie celników, cudzołożnic, i zatrzyma się w domu Zacheusza.

Matczyne ramiona tulą Maleńkiego – Boga, który bez słów już mówi: „Bierzcie i jedzcie to jest Moje Ciało”, powierzone wam, oddane w wasze ręce, zależne całkowicie od was i czekające na miłość, potrzebujące tylko tej małej cząstki – by je kochano.

W ramionach swej Matki jak na Eucharystycznym Tronie, przyjmuje świątynne dary Ten, który sam jest Świątynią.

Nasz Pan co chwilę przychodzi na ten świat wzywany słowami kapłana przy konsekracji chleba i wina. Trzymany w kapłańskich dłoniach jak w objęciach Matki – mały, bezbronny, kruchy, przychodzi powtarzając swą Mękę, nieprzerwanie obdarowując nas sobą i pragnąc naszej miłości – jak pragnął na Krzyżu, i tak jak pragnął jej wyciągając swoje dziecięce rączki ku Matce i ku pozornie obcym.

Maryja w Domu Chleba kołysze do snu Niebiańską Mannę, Życiodajny Pokarm, owinięty w pieluszki…

 

Przejdź do treści